piątek, 6 maja 2016

Rozdział 2

*Oczami Holly*
Taksówka dachowała wiele razy, aż w końcu wpadła do rowu. Na szczęście zdążyłam zwinąć się w kulkę i uchronić moją głowę. Chciałam się wydostać z tego auta. Nie mogłam. Spojrzałam w stronę kierowcy. Miał szeroko otwarte oczy, a z jego ust wypływała krew. Jestem uwięziona w samochodzie z trupem. Kiedy to do mnie dotarło zaczęłam przeraźliwie piszczeć.
-Pomocy! Jestem w samochodzie z trupem! Wyciągnijcie mnie stąd!-krzyczałam dławiąc się łzami.
-Zamknij się! Zaraz cię wyciągnę!-krzyknął ktoś.
Ktoś wybił tylną szybę auta i podał mi rękę. Bez zawahania za nią złapałam i zaczęłam się czołgać w szczelinie. Udało mi się wyjść. Spojrzałam na mojego wybawcę. Był nim szatyn o niebieskich oczach. Miał zaciśniętą szczękę. Spojrzałam na jego auto. Było wyścigowe. Widziałam je już na jednym z plakatów młodszego brata. Przód auta był skasowany. To ten chłopak był sprawcą wypadku.
Szatyn złapał mnie za ramię i zaczął gdzieś prowadzić. Zaczęłam się wyrywać.
-Puść mnie!-krzyczałam co chwilę.
-Mogłabyś się w końcu z łaski swojej zamknąć?!-wrzasnął wściekły.
-Nie dopóki mnie nie puścisz!-krzyknęłam.
-To ja tu stawiam warunki-powiedział przez zaciśnięte zęby.
-Tam właśnie zginął człowiek! Trzeba powiedzieć policji!-powiedziałam.
-Nic nie będziesz mówić policji! Jasne?! Bo jak nie to inaczej porozmawiamy!-krzyknął wściekły.
-Czy ty przestaniesz mi wreszcie grozić?!-spytałam wściekła.
Chłopak wyciągnął telefon i gdzieś zadzwonił.
-Liam przyślij mi kogoś. Miałem wypadek. Zderzyłem się z taksówką. Kierowca zginął, ale niestety pasażerka przeżyła i okazała się pyskatą suką-powiedział do telefonu na co wywróciłam oczami.
-.....
-Jestem przy tym lesie przy końcu trasy.
-......
-Dobra czekam 
-......
-A i jeszcze jedno co mam zrobić z dziewczyną?
-........
-Zgłupiałeś?! Puszczę ją to sprzeda nas glinom.
-.......
-Wezmę ją na razie do nas-kiedy to usłyszałam to krzyknęłam.
-Chyba co się coś w dupie pojebało! Nigdzie nie idę! Masz mnie zawieźć do domu! Myślisz, że kim ty jesteś żeby mną rządzić?!-krzyknęłam i słyszałam jakiś śmiech w słuchawce po drugiej stronie telefonu z którego dzwonił szatyn.
-To nie jest śmieszne Liam.
-.......
-Ona mnie wyprowadza z równowgi.
-.......
-Dobra razem coś wymyślimy.
Chłopak schował telefon do kieszeni.
-Jeżeli nie chcesz mieć problemów z policją to lepiej odwieź mnie do domu!-powiedziałam.
-Teraz to ty mi grozisz-powiedział chłopak.
-Idź do diabła!-krzyknęłam i odwróciłam się od niego plecami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz